Nasza strona wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane przez przeglądarkę na dysku twardym użytkownika w celu ułatwienia poruszania się po witrynie oraz dostosowania Serwisu do preferencji użytkownika. Istnieje możliwość zablokowania zapisywania plików cookies poprzez odpowiednią konfigurację przeglądarki internetowej, jednak blokada ta może spowodować niepoprawne działanie niektórych funkcji w serwisie. Brak zmiany ustawień przeglądarki internetowej na blokowanie zapisu cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.  Więcej o "cookies"
 

Felietony nie z ambony

     Jest taki wyjątkowy dzień, kiedy w większości polskich domów trwa od rana radosna krzątanina przy przygotowaniu święconek – Wielka Sobota. Najwięcej radości mają dzieci, które z entuzjazmem malują na skorupkach jajek kolorowe wzory. Kobiety ozdabiają koszyczki, mężczyźni golą się i walczą z krawatem. W końcu cała rodzina wyrusza do kościoła niosąc koszyczek z pokarmami do poświęcenia. Piękni, wyszykowani, pachnący. Tylko po co?

 

     To wcale nie jest łatwe napisać o poczuciu odpowiedzialności, a czasami jej braku. Po pierwsze dlatego, że nikt z nas nie jest bez winy. Ja też. Więc to trochę jakby pisanie o sobie. Po drugie: „Nie sądź, a nie będziesz sądzony”. Łatwo przychodzi nam przyklejać innym etykietki ludzi nieodpowiedzialnych, leniwych, opornych na współpracę. Gdy tymczasem często nie mamy bladego pojęcia o rzeczywistych przyczynach takich, bądź innych ludzkich zachowań, często interpretowanych jako zaniedbania.

 

     Zima to czas, kiedy aura mniej sprzyja człowiekowi. Chowamy się do mieszkań, włączamy ogrzewanie, zakładamy czapki, przemykamy szybko po ulicach. Mało kto zatrzymuje się, aby spojrzeć, jak wygląda świat.

     Ostatnio, będąc w pracy lub ze znajomymi, często słyszę: „Ciśnienie dzisiaj skacze, człowiek taki śpiący – okropny ten dzień”, „No nie, znowu leje – co za okropny dzień”, „Nie chce mi się dzisiaj nic – taki jakiś okropny ten dzień”. Naprawdę? Ten dzień jest okropny?

     

      Czy nawróciłeś się dzisiaj? A wczoraj? A na jutro planujesz nawrócenie? Czy rzeczywiście jesteśmy takimi grzesznikami, że musimy się nawracać? Czy wszystko nie może zostać po staremu, a my powoli, kiedy indziej, w jakimś wolnym czasie zastanowimy się nad tym naszym nawracaniem?

     Może nawet zrobimy jakieś postanowienia, podejmiemy kroki, które zapewnią nam poczucie dobrze wykonanego zadania? Pozwolą one stanąć przed Bogiem i powiedzieć: „Zobacz, przemyślałem, zrozumiałem, naprawiłem, możesz być ze mnie zadowolony!” Ale nie dziś. Bo teraz nie mam na to czasu. Nie mogę pozwolić sobie na zmiany. Owszem, to i owo trzeba będzie kiedyś wyprostować. Ale nie w najbliższym czasie. Nie mam głowy do tego. Poza tym przecież nie jestem złym człowiekiem. Nie mam na sumieniu żadnych ciężkich grzechów. Ot, parę drobniejszych, ale nic co ludzkie...

 

     I po raz kolejny czuję się wywołana do odpowiedzi. Tym razem postawiono mi pytanie, które brzmi banalnie: Co to znaczy być dobrym człowiekiem? Czym jest dobro?

     Te oczywiste oczywistości nie wiadomo czy w ogóle zasługują na to, aby je przelać na papier. Bo czyż pytanie o dobro nie jest tak proste jak to, że dwa plus dwa równa się cztery? Najłatwiejsze działanie, więc nad czym tutaj się roztkliwiać? Podobnie jest z dobrem, bo dobro to dobro i już. To uśmiech, życzliwa dłoń, ciepłe słowo, troska. Więc co nie jest jasne? Dlaczego wątpliwości budzi pytanie: Co to znaczy być dobrym człowiekiem? A jednak...