Nasza strona wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane przez przeglądarkę na dysku twardym użytkownika w celu ułatwienia poruszania się po witrynie oraz dostosowania Serwisu do preferencji użytkownika. Istnieje możliwość zablokowania zapisywania plików cookies poprzez odpowiednią konfigurację przeglądarki internetowej, jednak blokada ta może spowodować niepoprawne działanie niektórych funkcji w serwisie. Brak zmiany ustawień przeglądarki internetowej na blokowanie zapisu cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.  Więcej o "cookies"
 

Felietony nie z ambony

     Są takie dni, czasami tygodnie, a nawet miesiące, kiedy ciężar trosk tak nas przytłacza, że nie dajemy już rady. Zatrzymujemy się zmęczeni, zrezygnowani. 

W głowie człowieka wierzącego kołacze myśl, która ma podtrzymać go na duchu, że Pan Bóg każdemu daje krzyż na miarę jego sił. I nawet kiedy jest potwornie trudno, to mamy w sobie moc, żeby ten krzyż udźwignąć. Bóg nad tym czuwa. Hmm… Ale przecież są ludzie, którzy przytłoczeni ciężarem problemów odbierają sobie życie… Czyżby Pan Bóg się pomylił? Przecenił nasze możliwości?

 

     Co to jest modlitwa? Myślę, że większość odpowie, że modlitwa to po prostu rozmowa z Bogiem. Pięknie. Tylko jak to się ma do rzeczywistości? Jak można porozmawiać z Bogiem? Bo przecież rozmowa polega na wymianie zdań, na jakiejś konwersacji. A nie znam takiego, który sobie rozmawia z Panem Bogiem przy porannej kawie albo wieczornej herbacie... Kto pyta, jak mija Mu dzień albo co teraz porabia? Czy ktoś z nas opowiadał z Bogiem żarty i śmiał się z nich do rozpuku? Wątpię...

 

     Jest taki wyjątkowy dzień, kiedy w większości polskich domów trwa od rana radosna krzątanina przy przygotowaniu święconek – Wielka Sobota. Najwięcej radości mają dzieci, które z entuzjazmem malują na skorupkach jajek kolorowe wzory. Kobiety ozdabiają koszyczki, mężczyźni golą się i walczą z krawatem. W końcu cała rodzina wyrusza do kościoła niosąc koszyczek z pokarmami do poświęcenia. Piękni, wyszykowani, pachnący. Tylko po co?

 

     Błogosławieni miłosierni…

     Pięknie brzmiące słowa… I jakże przyjemnie śpiewa się hymn ŚDM z 2016 roku, którego refren oparty jest właśnie na tym tekście. To cudowne, że wszyscy jednym głosem śpiewają o tym, iż tylko miłosierni miłosierdzia dostąpią. I o tym, że Bóg wybacza, więc czyńmy tak i my. Święte słowa. W pieśniach brzmi to pięknie: Miłosierne Boskie Serce, które chce zbawić duszę ludzką. Jak to cudownie, że Bóg troszczy się o każdego z nas, że pilnuje, aby nasza noga nie zeszła z właściwej ścieżki, że wciąż czuwa, gotowy wyciągnąć do nas pomocną dłoń. Jezu, jestem taki słaby, taki mały, taki grzeszny! Jezu, ufam Tobie! Jezu, Ty się tym zajmij….

 

     To wcale nie jest łatwe napisać o poczuciu odpowiedzialności, a czasami jej braku. Po pierwsze dlatego, że nikt z nas nie jest bez winy. Ja też. Więc to trochę jakby pisanie o sobie. Po drugie: „Nie sądź, a nie będziesz sądzony”. Łatwo przychodzi nam przyklejać innym etykietki ludzi nieodpowiedzialnych, leniwych, opornych na współpracę. Gdy tymczasem często nie mamy bladego pojęcia o rzeczywistych przyczynach takich, bądź innych ludzkich zachowań, często interpretowanych jako zaniedbania.