Nasza strona wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane przez przeglądarkę na dysku twardym użytkownika w celu ułatwienia poruszania się po witrynie oraz dostosowania Serwisu do preferencji użytkownika. Istnieje możliwość zablokowania zapisywania plików cookies poprzez odpowiednią konfigurację przeglądarki internetowej, jednak blokada ta może spowodować niepoprawne działanie niektórych funkcji w serwisie. Brak zmiany ustawień przeglądarki internetowej na blokowanie zapisu cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.  Więcej o "cookies"
 

Propozycje czytelnicze

 

 

  

Boże Ojcze, Stwórco Nieba,

Twej pomocy zawsze i wszędzie mi potrzeba.

Daj mi dzisiaj dar – logiczne myślenie,

Bym na wszystko miał wyostrzone spojrzenie.

Bym widział prawdę od razu i bezwzględnie,

By fałszywi bogowie dotykali mnie nadaremnie.

Dziękuję Ci za jasność nad mego życia drogą,

Dziękuję, że jestem, spraw bym był ozdobą.

 

 

                                                                                                                    ANZA

Dlaczego twarz twoja filozofa, który wie więcej?

Dlaczego myśl biegnie tak szybko i serce bije goręcej?

To tylko skrzypce grają, a świadomość skamieniała, zasłuchana;

To dźwięki chaconne genialnego Bacha Jana Sebastiana.

 

Na potęgi fundamencie, wieża Babel pnie się do góry,

Powoli; masz na to całe życie, nim dosięgniesz chmury

Za którą prawdę zobaczysz. Teraz ciesz sie miły bracie;

każda wariacja to piętro życia, każda w innej szacie.

 

Smutek i radość jak góry i doliny, tworzą życia piękno.

Niejeden całe życie szukał coś innego, aż w końcu jęknął:

Miałeś rację wielki Janie Sebastianie,

Życie to radość, ale i bez przerwy łkanie.

 

Tej prawdy nie zmienią miliony ani miliardy,

I nie pieniądze ocenią ile ktoś jest warty.

Życie tych piękniejsze i godne zazdrości,

U których Jan Sebastian na stałe zagości.

                                                                                     ANZA

Zofia Zarębianka [***]

 

Łóżko jest miękkie i miłe

mam zmienić je w zimną mogiłę?

Mogiła twarda i ciemna

O mój Boże co będzie ze mną?

Co stanie się z moim ciałem?

Co stanie się z moją duszą?

Gdy już znajdę się w grobie

To przecież się uduszę

Uduszę się ciemnością

Uduszę się brakiem zieleni

Chroń Panie

Przed złymi wizjami

Póki jestem na ziemi

 

Nie umiem być srebrnym aniołem -
ni gorejącym krzakiem -
tyle Zmartwychwstań już przeszło-
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami -
tyle już Alleluja -
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

 

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy -
jak na koślawej fujarce -
żeby choć papież spojrzał
na mnie - przez białe swe palce.

 

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski -
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

 

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy -
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

 

Pyszczek położy na ręku -
sumienia wywróci podszewkę -
serca mojego ocali

czerwoną chorągiewkę.

Adam Asnyk

*** [Siedzi ptaszek na drzewie]

 

Siedzi ptaszek na drzewie

I ludziom się dziwuje,

Że najmędrszy z nich nie wie,

Gdzie się szczęście znajduje.

 

Bo szukają dokoła,

Tam gdzie nigdy nie bywa,

Pot się leje im z czoła,

Cierń im stopy rozrywa.

 

Trwonią życia dzień jasny

Na zabiegi i żale,

Tylko w piersi swej własnej

Nie szukają go wcale.

 

W nienawiści i kłótni

Wydzierają coś sobie,

Aż zmęczeni i smutni

Idą przespać się w grobie.

 

A więc, siedząc na drzewie,

Ptaszek dziwi się bardzo,

Chciałby przestrzec ich w śpiewie...

Lecz przestrogą pogardzą.